Jak nazywa się gra, w której jesteś detektywem ? Kiedyś grałam w grę, w której było się detektywem i chodziło się po domu. Szukało sie w nim dowodów, które były wskazówkami np. potrfel - męski czy żeński, nitka itp.. Tymi zabójcami były zwierzęta, na przykład pingwinka - kelnerka.
Life - The Game. Life: The Game na Poki to najlepszy sposób na doświadczenie całego życia, od urodzenia do śmierci, w formie gry! Zagraj w Life: The Game, biorąc udział w życiu studenckim i prawdziwych randkach i zobacz, jak katastrofalne lub zachwycające mogą być Twoje chwile. Ta gra Life oferuje różne mini gry na każdym etapie
John Marston - jest głównym bohaterem gry wideo Red Dead Redemption i deuteragonistą prequelu Red Dead Redemption II. John został wychowany w gangu Dutcha, a później porzucił to życie, gdy spirala wydarzeń spowodowała rozpad gangu. Jest byłym banitą zdeterminowanym, by naprawić swoją przeszłość, tropiąc i zabijając innych członków gangu, aby uratować rodzinę porwaną
Gra z czarnym ludzikiem? 2009-12-03 18:53:06; Jak się nazywa ta gra, skacze się ludzikiem w niej? 2009-05-11 23:21:34; Jak nazywa się gra w której walczysz z patyczkowym ludzikiem w rużnych programach komputerowych np: w paincie 2011-04-08 19:15:18; Jak się nazywa ta gra online, w której jeździ się ludzikiem w wózku i unika
Jak się nazywa gra w, której jest się małymi człowiekiem i się biega? Gra się małym czarnoskórym człowieczkiem ubranym w czaszkę zwierzęcia (jako czapkę) i jego skórę (jako spodnie) gra mechaniką jest podobna do Rayman'a , a gra ma chyba 4/5. Gra jest głównie na telefon.
Na parafii w Dąbrowie Górniczej (woj. śląskie) doszło do skandalu. Tamtejsi księża zorganizowali imprezę, w której ku zaskoczeniu wielu, uczestniczyła męska prostytutka. Sprawa wyszła
Island Hop to prosta i bardzo fajna gra w której wcielasz się w ludzika i przeskakujesz na druga stronę rzeki. Twoim zadaniem jest skakać po wszystkim co płynie po rzece i oczywiście musisz uważać, aby nie wpaść do rzeki, bo wtedy się utopisz. skakanie ludzikiem, przeskakujesz rzekę, gry przeskakiwanie. Zagrano: 11,412.
XmC1c9l. Prostytutka - znaczenie snu Prostytutka - ogólne znaczenie snuProstytucja nazywana jest najstarszym zawodem świata. Zjawisko to występowało już w Starożytności, w różnych kręgach kulturowych. Oddawanie się nierządowi za pieniądze lub inne korzyści materialne jest społecznie piętnowane, uznawane za formę patologii. Prostytutka w kontekście interpretacji snów może odnosić się do naszych relacji społecznych, jak również wskazywać na niezaspokojenie seksualne, niespełnienie pewnych marzeń prostytutkę - niebawem w naszym życiu stanie się coś, przez co stracimy dobre imię w oczach prostytutką lub męską prostytutką - możliwe, że w naszym życiu wcielamy się w rolę kogoś, kim naprawdę nie jesteśmy, by zdobyć określone korzyści towarzyskie lub materialne; nasi znajomi prawdopodobnie wykorzystują nas, kiedy tylko mają ku temu młodą prostytutką - młoda dziewczyna, która śni o tym, że jest prostytutką, prawdopodobnie zwiąże się ze starszym od siebie mężczyzną, a ich związek będzie obiektem plotek. Najpopularniejsze sny
23 PAź MakeMeWell jest grą przeglądarkową w której rozwijamy naszą postać która jest kobietą pracującą w najstarszym zawodzie świata czyli jest prostytutką. Gra polega obsłudze klientów, biciu się z innymi dziwkami chodzeniu na orgie, druga część zabawy to rozbudowa swoich burdeli i przejmowanie obcych. MakeMeWell oferuje ci brak cenzury i tematów tabu, gra jest wulgarna i zabawna, jest wiele przedmiotów z śmiesznymi nazwami jak np. „Sprężyny na trening odbytu”, „Zaostrzony drążek do ciasnych wnęk”, ludzie lubiący opowiadania erotyczne znajdą w grze coś dla siebie, do każdej lokacji w której możesz obsługiwać klientów są opowiadania które możesz odblokować. Produkcja polskiego autora, który również stworzył Jeśli spodziewasz się zwykłego prostego klikania jak w każdej innej grze to jesteś w błędzie, może i klikanie jest ale sama gra do prostych nie należy trzeba dobrze organizować czas dziwki by nie zostać w tyle, musisz zdecydować czy odpoczywasz czy idziesz do baru czy może dalej obsługujesz klientów lecz jeśli nie masz chcicy to wolniej klient dochodzi więc wszystko dłużej trwa. Kolejną decyzją jest czy warto chodzić na orgie, z których dostajesz dużo hajsu ale mało prestiżu. Zagraj sam a przekonasz się że bycie dziwką nie jest proste. MakeMeWell oferuje ci:-26 lokacji i będzie ich przybywać-ponad 150 opowiadań erotycznych-ponad 300 przedmiotów z zabawnymi nazwami-sprośną społeczność-czat z możliwością włączenia kamerki Wyświetlenia 1 683 Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. Akceptuj Dowiedz się jak je wyłączyć.
Karina już jako 12-letnia dziewczynka zarabiała na życie swoim ciałem wraz z mamą i Kariny została opisana w książce pt.: „Wyhoduj sobie wolność. Reportaże Urugwaju”.Fragmenty książkiBabcia nauczyła mnie zaciskania i rozluźniania pochwy. A właściwie najpierw nauczyła mamę, a mama przekazała ten sposób mnie. Dziś wszyscy znają to jako ćwiczenia mięśni Kegla. Zalecają je lekarze i są bardzo modne. Dziewczyny cieszą się, kiedy robimy je na warsztatach edukacji seksualnej. Siedzimy w lekkim rozkroku, oddychamy równo, a ja mówię: “Musimy połączyć się z naszymi waginami! Pokochajcie najpiękniejszą część swojego ciała!”. One zwykle najpierw chichoczą, a potem zasysają i puszczają, zasysają i puszczają. To bardzo ważna umiejętność, zwłaszcza gdy mężczyzna ma maleńkiego penisa. Jeśli chcesz, żeby klient z małym członkiem do ciebie wracał, musi mieć wrażenie, że twoja wagina zawsze jest maciupka. Wtedy zapomni o swoim kompleksieMama nauczyła mnie technik dbania o siebie i wyciągania forsy od klientów. Na przykład symulowania, że jestem dziewicą. Jak? Ach, nie powiem wam, bo stracę kasę. Klienci wierzą w to, dopóki dziewczyna wygląda na wystarczająco niedorosłą. I dobrze płacąMama wciąż pracuje w zawodzie, bo na emeryturę trzeba składać przez trzydzieści lat, a my możemy to robić dopiero od 1995 roku. Ja jestem zarejestrowana, mam identyfikator i książeczkę zdrowia. Chcecie zobaczyć?Książeczka urugwajskiej prostytutkiI faktycznie ma. Na pierwszej stornie widnieje zielony nagłówek z napisem: “Jedyną pewną metodą zapobiegania chorobom przenoszonym drogą płciową, w tym AIDS, jest właściwe używanie prezerwatywy”. Niżej można zobaczyć godło narodowe i napis: “Wschodnia Republika Urugwaju, Ministerstwo Zdrowia Publicznego”, a także informację, że dokument nie świadczy o tym, że osoba, która go posiada, jest wolna od chorób zawiera także imię i nazwisko dziewczyny, daty badań oraz podpis lekarza i pieczątkę Oddziału Higieny Seksualnej. Od lat dwudziestych ubiegłego wieku taką książeczkę powinna mieć każda urugwajska i odprowadzane składkiW zapiskach Kariny znajdziemy również zapis dni przepracowanych, kwoty zarobku, dochód miesięczny, roczny oraz dni bez pracy. Ile jest w stanie zarobić młoda dziewczyna za ofiarowanie swojego ciała innym? W lutym zarobiła 11 150 peso, czyli około 1300 złotych. Była wtedy w pracy przez 14 dni. Warto w tym przypadku zaznaczyć, że minimalna pensja wynosi 12 265 peso – około 1500 złotych. W całym ubiegłym roku Karina przepracowała 207 dni. Zarobiła za to 194 390 peso, a więc 23 000 w Urugwaju nigdy nie była nielegalna, ale przez wiele lat usługi kobiet pozostawały nieuregulowane. Zabraniano wtedy wabienia klientów – groził za to mandat. System oficjalnie uznał istnienie prostytutek dopiero w 1995 roku. Od tego momentu mają status pracownic i prawo do emerytury, o ile opłacają składki lub kończą siedemdziesiąt pięć zaznaczyć, że seks za pieniądze mogą uprawiać w Urugwaju osoby, które ukończyły siedemnasty rok życia, są zapisane w Narodowym Rejestrze Pracy Seksualnej i mają aktualną książeczkę zdrowia. Takich osób w kwietniu 2017 roku było zapewnia pomoc prawną. Bez niego klient przyjdzie, wyr*cha, a ty szukaj wiatru w polu! Jak go masz, a facet nie zapłaci, to składasz skargę na policję i musi zabulić. Ale przy zgłoszeniu musisz jeszcze mieć zużyty kondom. To jedyne oficjalne narzędzie naszej pracy, jedyny dowód wykonanej usługi. Jeśli uprawiasz seks bez prezerwatywy, to znaczy, że oddałaś się dla w ten sposób doniosłam na gościa. Małe miasteczko, wszyscy się znaliśmy. Wiedziałam nawet, gdzie pracuje jego ojciec. Nie miał kasy, wziął mnie po pijaku i myślał dupek, że mu ujdzie na sucho. A ja pobiegłam z kondomem na policję. Dowiedziała się jego dziewczyna, matka i ojciec, który musiał go odebrać z komisariatu. I wiecie co? Wstydził się, że skorzystał z usług prostytutki, a nie, że nie zapłacił!Wstrząsające wyniki badańDoktor na Uniwersytecie Republiki, Pablo Guerra, postanowił przeprowadzić dość nietypowe badania. W tym celu porozmawiał ze 188 pracownicami seksualnymi o warunkach ich pracy i zmuszaniu dzieci do prostytucji. Okazało się, że ponad połowa z nich musi “odrobić określone godziny”. Z badań wynika również, że 1/3 ankietowanych zetknęła się z prostytucją nieletnich w miejscu pracy, a ich sposób na życie związany jest z trudnym dzieciństwem. Na temat decyzji o zostaniu prostytutką wypowiedziała się również nie jest tak, że kończysz osiemnaście lat, stajesz przed lustrem i zadajesz sobie pytanie: “Kim zostanę? Księżniczką czy prostytutką?”. Ten proces zaczyna się o wiele wcześniej…Uważam, że zaczęłam pracować właśnie wtedy, jak miałam dwanaście lat. Gdy po raz pierwszy dostałam coś w zamian za moje ciało. Zaczęło się od tego, że poprosił, bym usiadła mu na kolanach. Za pięć peso, żebym kupiła sobie jogurt. Moja mama dawała nam wtedy pięć peso na cukier, yerba, naftę, owsiankę i chleb. Każda z tych rzeczy kosztowała jedno peso. A litr jogurtu cztery osiemdziesiąt. Tylko co po jednym jogurcie, skoro było nas pięć? Co za czasy! Jadłyśmy resztki wygrzebane ze śmietnika i mąkę, w której lęgły się robaki. Trzeba ją było przesiewaćRynek pracy, który rządzi się własnymi prawamiRynek pracy seksualnej w Urugwaju jest bardzo rozwinięty. Prostytutki pracują w klubach nocnych, domach publicznych, barach, a także salonach masażu. Oczywiście w grę wchodzą także parki, ulica oraz prywatne mieszkania. Na każdą z tych działalności trzeba mieć jednak licencję – jej uzyskanie potrafi zająć nawet do dwóch lat – oraz zezwolenie z lokalnego komisariatu policji. Indywidualne wymogi stawiają także przykładu w Montevideo, placówka, w której dochodzi do aktów seksualnych, musi być oddalona o min. 200 metrów od szkół, miejsc kultu, szpitali czy wieku 12 lat zaczęła pracować jako prostytutka. “Babcia nauczyła mnie zaciskania pochwy”UdostępnijTemat prostytucji jest w wielu państwach bardzo kontrowersyjny, a na jej legalizację pozwalają sobie tylko nieliczne kraje jakie jest Wasze zdanie na ten temat? To “zawód”, który powinien zostać zalegalizowany?
Praktycznie każda gra stara się w pewnym stopniu nawiązywać do rzeczywistości, pokazać, że nawet całkowicie zmyślony świat stara się choć trochę nawiązywać do prawdziwych reguł obecnych na naszej dziwnego, że w niektórych grach pojawia się kwestia prostytucji, która podejmowana jest w wieloraki, czasem kontrowersyjny sposób i temu problemowi przyjrzymy się właśnie Metro 2033, Dragon Age, czyli bohaterski standardJak sięgam pamięcią, to wątek prostytucji jest dosyć popularnym aspektem gier RPG, nawet tych papierowych. Wyobraźcie sobie strudzonego w boju wędrowca, który zatrzymuje się w okolicznej tawernie, która prócz strawy, napitku i dachu nad głową ma możliwość zapłacenia za odrobinę uciech z lokalnymi chłopkami. Często mamy wybór kogo sprowadzimy do łóżka, jeśli odpowiednio zabrzęczymy monetą w stronę nadzorującej (i mężczyźni) w grach trudniące się najstarszym zawodem świata nie mają oporów w wypełnianiu swojego pracowniczego obowiązku, często są to postacie niezwykle atrakcyjne, uśmiechnięte, co nieco wypacza smutny obraz rzeczywistości. Fallout – smutna prawdaStare Fallouty od Black Isle podchodzą do tematu w sposób nie tylko odpowiedni do przyjętej konwencji, ale też w sposób naśladujący rzeczywistą twarz prostytucji. Spora część dziwek z Fallouta jest odurzona alkoholem i narkotykami w tym słynnym na pustkowiach jetem. Jedynym z niewielu miejsc w nowej i smutnej postapokaliptycznej rzeczywistości, które jeszcze jakoś „dba” o swoje pracownice jest burdel Kocia Łapa w Nowym Reno z Fallouta 2, gdzie panie lekkich obyczajów są specjalnie trenowane do zaspokajania swoich klientów. Zgodnie z planami bajzelmamy przybytku żadna z dziewczyn nie może ćpać. Standardowo dla gier tego typu spotkania z dziewczynami dają bohaterowi bonus do – jak z klienta stać się alfonsemSeria Grand Theft Auto to idealny przykład jak naśladować prostytucyjną "autentyczność" w złym świetle. Wyzywający wygląd i zachowanie idealnie wpisują się w tętniącą życiem metropolię. Od czasów wejścia serii w trójwymiar mogliśmy wejść z dziwkami w interakcje poprzez zaproszenie ich do samochodu i wykorzystanie ich usług w ustronnym miejscu, gdzieś w cichym zaułku, by otrzymać skromny bonus do punktów życia. Wartym wzmianki jest sam proces animacji sytuacji intymnej, a raczej jej brak. Poprzez zablokowaną, obniżoną kamerę, a także sugestywne bujanie, wiedzieliśmy, że w ukradzionym aucie zaczyna dziać się magia. GTA szło też krok dalej – z racji tego, że w grze mogliśmy zabić niemal każdego, panny lekkich obyczajów często padały pod ostrzałem z pistoletu zaraz po zakończenia swojej pracy. W ten sposób nie tylko mieliśmy więcej hp-ków, ale też odbieraliśmy pieniądze zapłacone wówczas jeszcze żywej HD, czyli GTA IV i V rozszerzała umiejętności prostytutek do trzech usług w różnych „wariantach cenowych”, a animacja została przedstawiona w sposób bardziej dobitny.„Najgorzej” spośród GTA wypada San Andreas, w którym prócz standardowych funkcji możemy działać jako alfons, gdy aktywujemy misję w odpowiednim samochodzie. Podczas tej minigierki zawozimy koleżanki do klientów pragnących się zabawić, a w nagrodę za wypełnienie misji to prostytutki płacą nam za seks, co spotkało się z krytyką wielu środowisk zwalczających handel żywym towarem. Second Life – nowy wymiar wirtualnej prostytucjiGra czasy swej świetności ma już za sobą, ale dalej znajdą się gracze codziennie logujący się w Drugim Życiu. Spora część z nich to osoby całkiem majętne, które lubią wymienić prawdziwe pieniądze na wirtualne lindeńskie dolary lub odwrotnie. Niektórzy znaleźli w Second Life metodę na łatwy zarobek, wiele osób para się wirtualną prostytucją. Gra pozwala uprawiać seks, a kwestia pieniędzy dodatkowo nasila rynek, gdyż pojawia się relacja „płacisz-wymagasz”. Seks za friko w grze nie jest tak atrakcyjny, gdyż jest czymś wymuszonym, sztucznym, bez emocji wzmocnionej przez zapach pieniądza. Wirtualne prostytutki potrafią zarobić nawet parę dolarów w ciągu kilku minut nieprawdziwego Second Life jest niesamowicie ciekawa, gdyż podaje w wątpliwość moralność osób parających się tym zawodem, a także klientów. Z jednej strony można zarzucić tym osobom zachowania niemoralne, jednak ich awatary to jedynie zbiór pikseli a nie prawdziwe osoby. Czy w takim razie wkraczamy tu w orwellowską myślozbrodnię?Prostytucja w grach bywa często komentowana przez środowiska antyprzemocowe, które wybrały sobie gry komputerowe jako nemezis. Zgodzę się z opinią, że niektóre gry podchodzą do tematu w sposób po prostu dziwny lub nieprzystępny, ale przecież dalej mówimy o pogodzić się z licentia poetica twórców gier komputerowych i skupić się na problemie prostytucji i handlu ludźmi w codziennym życiu, często znacznie mroczniejszym od nawet najbardziej brutalnego i szowinistycznego wytworu rozrywki Gameoir, Kamasecondlife, Fallout wikia, NY Post
O Kubie Wandachowiczu zrobiło się głośno z powodu opublikowanego w 2002 roku przez "Gazetę Wyborczą" eseju "Generacja nic". Tekst mówił o pokoleniu 20-latków. Wywołał dyskusje i kontrowersje. Na pewno miał też pewien udział w tym, że głośno zrobiło się o łódzkim zespole Cool Kids Of Death, w którym Kuba gra na basie. W jego muzycznym portfolio znajdziemy też grupy NOT i Tryp (utworzoną kilkanaście miesięcy temu). Łodzianin nie ukrywa, że podoba mu się funkcjonowanie we współczesnym, zdominowanym przez Internet świecie. Niezmiennie ma jak najgorsze zdanie o tak zwanym polskim biznesie muzycznym. Ale ma przy okazji odwagę przyznać się do tego, że "czasami jest prostytutką i się kurwi". Kuba przyznaje, że pojawienie się w jego życiu dziecka wiele zmieniło. Co dokładnie? O tym, a także między innymi o didżejowaniu i polskiej muzyce alternatywnej, możecie przeczytać w poniższej rozmowie z Kubą Wandachowiczem. Zaliczasz się do twórców niepokornych. Nie jesteś oportunistycznym artystą. Czy w obecnych czasach, gdy dominują media, Internet, serwisy społecznościowe, funkcjonuje ci się łatwiej, lepiej, czy też jako artysta przeżywasz większe frustracje? KUBA WANDACHOWICZ: Przede wszystkim dużo łatwiej mi się funkcjonuje jako człowiekowi. Cieszę się, że mam szybki dostęp do muzyki i do informacji. Bez porównania łatwiejszy niż kiedyś. To jest fajne, bo człowiek ma się czym inspirować. Nie ma już tak, że wychodzi jakaś fajna płyta na Zachodzie, a do mnie ona dociera dopiero za pół roku, czy rok. Dzięki Internetowi jestem na bieżąco. Tak naprawdę, to jest tylko narzędzie. Dzięki niemu łatwiej jest mi na przykład zareklamować koncert na Facebooku, zamiast biegać z plakatami po mieście i je rozklejać. Masz też także bezpośredni dostęp do fanów, możliwość kontaktu z nimi. Ale z tego akurat nie korzystam. Dawno z tego wyrosłem. Fora internetowe są dobre dla… Nie wiem… Dawno nie wchodziłem na żadne forum, nie pamiętam nawet, czy w ogóle mi się to zdarzyło. To są jakieś dziwne wykwity. Dla mnie to są wyznania szaleńca. Internet jest pełen śmieci, ale jest też w nim parę rzeczy naprawdę fajnych. Trzeba umieć oddzielić ziarno od plew, mówiąc obrazowo. Jedyną bolączką, jeśli chodzi o działania artystyczne, jest nieuregulowana kwestia pieniędzy dla artystów. Niestety, muszę o tym mówić. Nie udało się wciąż uregulować problemu nielegalnego ściągania z sieci. To jest strasznie złe i należałoby to w końcu rozwiązać. Nie wiem, wymyślić jakiś porządny sklep internetowy, w którym można pewne rzeczy kupować. Nielegalne ściąganie z Internetu powinno być ścigane, po prostu. Czym innym jest darmowe udostępnianie w sieci, gdy zgadza się na to artysta. Z Trypem umieściliśmy pierwszą EP-kę w Internecie do ściągnięcia za darmo. Z Cool Kidsami zrobiliśmy utwór z Hellow Dogiem i też zamieściliśmy w sieci. Po prostu mieliśmy taką ochotę i myśleliśmy, że to będzie dobre posunięcie. Ale czym innym jest, kiedy odbywa się to za wiedzą i zgodą zespołu, a czym innym, gdy ktoś po prostu cię rżnie na kasę. To nie jest fajne. Tryp: "Czołg", zobacz teledysk w Przed laty bardzo krytycznie wypowiadałeś się o polskim show-biznesie, polskich starszych gwiazdach mainstreamu. Jaka jest twoja opinia o dzisiejszym polskim rynku muzycznym i polskim show-biznesie? Zmienił się choć trochę na lepsze? Nie. To jest coś strasznego. Coś okropnie obciachowego. Nie utrzymuję w ogóle kontaktu z tym tak zwanym show-biznesem. Moimi dobrymi kumplami są muzycy z zespołu Muchy, jacyś pojedynczy didżeje. Poza tym mam paru dobrych znajomych, którzy nie są na szczęście reprezentantami show-biznesu, bo ten jest po prostu straszny. Nie ma żadnego powodu, by się czymkolwiek w jego kontekście interesować. Nie ma ludzi, z którymi można by pogadać, i tak dalej. Na szczęście mieszkam w Łodzi, czyli na uboczu show-biznesu. Z kolegami z tak zwanej branży spotykam się czasami na koncertach. I tyle. W swoim słynnym eseju "Generacja nic" napisałeś między innymi, że podstawowym żywiołem artysty jest bycie niezależnym i bycie w kontrze. Czy Kuba Wandachowicz jest obecnie w kontrze do czegoś? Jeśli tak, to do czego? Mam nadzieję, że nie zostanę przez internautów źle zrozumiany, ale kontra, to jest tak naprawdę cecha charakteru. Niektórzy ją mają, niektórzy nie. Jedni muszą coś sprawdzić od podszewki, żeby w to uwierzyć lub to zanegować, innym nie jest to do szczęścia potrzebne. Wydaje mi się, że prawdziwa sztuka polega na kreacji, a żeby coś wykreować, to trzeba najpierw wszystko zanegować. Ponieważ dopiero w takiej sytuacji kreacja jest autentyczna i od podszewki. Bynajmniej nie mówię, że trzeba spalić dwa tysiące lat kultury zachodnioeuropejskiej, chociaż i takie postulaty się pojawiały. I były całkiem ciekawe. Jednak najbliższa mi jest postawa, kiedy można wziąć wszystko w cudzysłów bądź nawias i bardzo krytycznie przyjrzeć się rzeczywistości. Moim zdaniem, tylko coś takiego może zaowocować prawdziwą sztuką. Jesteś też recenzentem płyt, głównie z muzyką alternatywną. Pewnie chociażby z tego powodu baczniej przyglądasz się temu, co dzieje się na polskiej scenie alternatywnej. Sam jesteś do niej zaliczany jako artysta. Jak ją oceniasz? Jakby to powiedzieć… Artyści alternatywni w Polsce są, ale nie jestem pewny, czy istnieje coś takiego, jak scena alternatywna. Są pojedynczy artyści, fajni, wartościowi. Lecz to nie jest żadna scena. Te osoby są często ogólnie znane. Na pewno artystycznym projektem, który się w ostatnich czasach wybił, jest zespół Niwea. Ale scena? Nie wiem, czy można o czymś takim mówić. Młode zespoły mają ciężko, bo coraz mniej ludzi przychodzi na koncerty. Ogólnie, coraz mniej ludzi wychodzi z domu, bo wolą siedzieć w domu przed Internetem. Oprócz takich skupisk kulturalnych, jak Warszawa czy Kraków to naprawdę jest słabo z koncertami, słabo z płaceniem za bilety, i tak dalej. Podejrzewam, że młodych artystów alternatywnych znalazłoby się w Polsce dużo, lecz to za mało, by można mówić o scenie. Masz małą córkę. Pojawienie się w życiu dziecka zawsze zmienia priorytety w życiu i ono ląduje na szczycie listy. Czy musiałeś z powodu dziecka z czegoś zrezygnować albo coś doszło do twoich artystycznych celów, marzeń? Wiem, że to zabrzmi banalnie, ale muszę po prostu odpowiedzialnie zarabiać pieniądze. Jest to w tym momencie dla mnie najważniejsze. Oczywiście mogę sobie robić projekty artystyczne, jakie chcę, bo mam na to czas. Ale przede wszystkim muszę się zająć moim małym dzieckiem. Muszę je ubrać, wychować, jeżeli chcę iść dalej. Coś takiego pojawia się nagle w głowie automatycznie. I chyba przez to ma się też taką niesamowitą siłę do działania. Kazik śpiewał kiedyś, że wszyscy artyści to prostytutki. Jest taka granica, za którą nie dałbyś się za nic w świecie sprostytuować? Zgodziłbyś się na przykład zagrać z zespołem w "Tańcu z gwiazdami"? Tryp: "Czołg", zobacz teledysk w Wiadomo, że bym się nie zgodził. Poza tym, nie jestem taki pewny, czy wszyscy artyści to prostytutki. Wszystko zależy od tego, jaką przyjmiemy definicję artysty. Artystą się czasami jest, czasami się nie jest. Można robić projekty artystyczne, niekomercyjne, na przekór, typu Tryp. Ja gram też na przykład imprezy didżejskie i to nie jest - moim zdaniem - żadna działalność artystyczna, tylko zwykła chałtura. Miksowanie płyt na żywo nie jest czymś, czym chciałbym się zajmować przez całe życie i nie uznaję tego za mój twórczy wkład w kulturę, lecz za zwykłą fuchę. To, a także to, że napiszę na zlecenie teksty dla kogoś, kogo twórczość mam tak naprawdę głęboko w dupie, pozwala mi zarobić pieniądze, by potem realizować projekty wynikające z potrzeby ducha. Czasami oczywiście jestem prostytutką i się kurwię, robiąc rzeczy, których na pewno bym nie robił, gdyby mi za nie dobrze nie płacono. Nie jestem już naiwnym nastolatkiem. Zresztą, zawsze wiedziałem, że życie niestety na tym polega, że trzeba zarabiać pieniądze. Ale cały czas uważam, że mam niezłe alibi w postaci tego, co robię. Jeśli muzycznie i tekstowo tworzę coś dla siebie, dla zespołów, w których gram, to jest to zawsze robione z przekonania, a nie z wyrachowania. Pewnie zauważyłeś ogromną obecnie popularność popkultury, popkulturowych wykonawców. Nie wydaje ci się, że jest tego trochę za dużo? Że przesyt jest bliski? Wydaje mi się, że przesyt już nastąpił. Ale o rozwaleniu się czegokolwiek w ramach popkultury raczej nie ma mowy. Prędzej zniknie coś innego. Według mnie, ludzie chętniej głosują SMS-owo w "Tańcu z gwiazdami" niż w wyborach. Popkultura, mimo tego, że w naszym kraju jest spaczona, skarlała, zaściankowa i na kiepskim poziomie, to jednak jest czymś wspaniałym. Zauważ, że w pewnym momencie do popkultury zaczyna się także zaliczać te ambitne dzieła. Podział na popkulturę i kulturę alternatywną trochę się zatarł. Taka pierwsza płyta Suicide już tak naprawdę należy do popkultury. Najbardziej ambitne filmy też stały się jej częścią. Popkultura tak naprawdę jest jedyną współczesną religią. Są przejawy popkultury fajne, inteligentne i mądre, są też na niskim poziomie. Nie można generalizować, że jeżeli coś jest pop, to jest złe. Wspomniałeś o didżejowaniu. Wiem, że traktujesz to przede wszystkim jako zabawę. Nie myślałeś o tym, aby bardziej zgłębić arkana tej sztuki? Z tego, co wiem, z didżejowania można całkiem nieźle żyć. Imprezy didżejskie są w miesiącu dwie, może trzy. Muzyk ma o tyle łatwiej, że pewne przydatne dla didżeja cechy posiada, jak muzykalność, wyczucie rytmu, umiejętność obsługi instrumentów. Jeśli gra się imprezy parę razy w miesiącu, didżejowanie robi się coraz łatwiejsze. Ale mimo wszystko, to nie jest to, czym chciałbym się zajmować. Nie uważam tego za jakiś akt tworzenia. Dla mnie to jest po prostu niewystarczające. Ja muszę napisać tekst albo muszę czuć, że gram. Jesteś zadowolony z tego, co do tej pory osiągnąłeś jako artysta? Jak się wypowiadasz, to nie wyczuwam w twoim głosie frustracji, niezadowolenia. Raczej nie myślę w ten sposób. Na pewno jest wiele rzeczy, z których jestem dumny, na przykład z występu przed Iggym Popem, z wydania pierwszej płyty. Ale na co dzień o czymś takim się nie myśli, bo w planach są ważniejsze sprawy. Pewnie, że trochę mi się udało, trochę nie udało. Gdybym zrobił jakieś zestawienie, to na pewno zdarzyłoby mi się być bardzo ucieszonym, ale byłyby też chwile, w których byłbym zdołowany. Nie ma sensu tego robić. Zawsze staram się patrzyć do przodu. Może to banał, ale tak to u mnie wygląda. Skoro patrzysz w przód, to jakie masz marzenia artystyczne? Tego jeszcze nie wiem. Cały czas czuję, że jeszcze mi się nie udało. W tym znaczeniu, że do spełnienia jeszcze mi daleko. Nie ma tak, że na przykład muzycznie osiągnąłem tyle, iż mogę czuć się usatysfakcjonowany i zająć się czymś całkiem innym. Cały czas mam ochotę zajmować się muzyką. Za sukces uznam to, jeśli będę mógł to robić przez ileś tam kolejnych lat i będę miał przyjemność bycia z ludźmi, z którymi będzie mi się dobrze współpracowało. I będę miał z tego taki dochód, abym mógł przeżyć ja i moja rodzina. Przede wszystkim chciałbym podróżować, a to akurat w przypadku zawodu muzyka jest czymś naturalnym. Marzy mi się, abym mógł z tymi projektami, w której jestem zaangażowany, pojeździć po świecie i pograć. Nawiązując jeszcze do eseju "Generacja nic", dalej prowadzisz obserwacje tego, co dzieje się w kulturze? Śledzisz, co się dzieje z osobami z twojego kręgu znajomych? Jak radzą sobie w obecnej rzeczywistości? Nigdy nie prowadziłem takich obserwacji. Jeśli człowiek ma w sobie pewien poziom wrażliwości, taka obserwacja przeprowadza się sama. A dziś dopisałbyś coś do tego tekstu? Jak dopiszę, to na pewno opublikuję [śmiech]. Na razie niech ten temat gdzieś tam sobie będzie. Może jeszcze coś kiedyś będę w stanie do niego dopisać. Na razie nie czuję takiej potrzeby. Bardzo ci dziękuję za rozmowę. Tryp: "Czołg", zobacz teledysk w
gra w której jesteś prostytutką